Rumunia i offroad 2WD – czy to ma sens?

Z poprzednich dwóch wpisów dotyczących podróży kamperem oraz Multivanem wiecie już, że wraz z rodziną jestem na etapie testowania i wyboru samochodu, który najlepiej sprawdzi się w długich podróżach wakacyjnych. Jedną z rozważanych opcji jest duży samochód terenowy i jest to w tej chwili opcja najbliższa mojemu sercu. Właściwie decyzję o jego zakupie podjąłem już na początku bieżącego roku z myślą, iż wybierzemy się nim na pierwszą offroadową wyprawę do Rumunii. Wszystko to za sprawą kanału Terenwizja, który przybliżył mi ideę turystyki offroadowej. Stwierdziłem więc, że niezależnie od tego, w którym kierunku rozwiną się marzenia związane z wygodnym podróżowaniem, wymienię naszą wysłużoną już KIA Sportage z napędem na dwa koła na coś bardziej zbliżonego do terenówki. Będzie to po prostu nasz tzw. „daily car” dający nieco więcej opcji zapuszczania się w mniej dostępne rejony.

Niestety im więcej czasu poświęcałem na poznawanie aut terenowych, tym więcej miałem wątpliwości, które z nich będzie najlepsze. Nissan Patrol, Jeep Grand Cherokee, Jeep Wrangler, Toyota LandCruiser, Nissan Pathfinder, a może jakiś pickup? Nowszego auta będzie szkoda niszczyć w terenie, a starszym będzie strach wybrać się w daleką podróż. Dylematów przybywało, a wakacje coraz bliżej. Do tego okazało się, że sprzedaż „kijanki” zakupionej na firmę będzie się wiązała z koniecznością odprowadzenia 23% vatu i 19% podatku dochodowego od wartości rynkowej, pomimo iż auto wykupiłem z leasingu za tysiąc złotych, a vatu od rat leasingowych odliczać w całości nie mogłem.

I tak nadeszły wakacje, a my zostaliśmy ze starym autem i ambitnymi planami. Na jednej z grup poświęconych wyprawom do Rumunii przeczytałem jednak, że są ludzie, którzy na lżejsze trasy szutrowe wybierają się osobówkami typu Passat i bez napędu na 4 koła. I tak doszedłem do wniosku, że skoro Passat może, to Sportage z dużo większym prześwitem i dużymi kołami tym bardziej da radę. A nawet jak wymięknie na trasach offroadowych, to przynajmniej zaliczymy dwie najsłynniejsze trasy widokowe prowadzące przez Karpaty – Transfogarską i Transalpinę.

Przygotowania

Niezależnie od tego, gdzie nam się uda dojechać, planowaliśmy skorzystać z faktu, że w Rumunii legalne jest nocowanie na dziko. Założyłem więc, że musimy być przygotowani na camping w górach z dala od cywilizacji, z własnymi zapasami wody służącej do mycia, paliwa i wyposażeniem typu saperka, siekiera, sprzęt biwakowy, kuchenka itd. Postanowiłem więc poza standardowym boxem dachowym wyposażyć nasze auto w coś w rodzaju pół-bagażnika wyprawowego, a na nim umieścić duży baniak z wodą i skrzynię na tzw. szpej offroadowy (liny i pasy transportowe, narzędzia, saperkę itp.). I tak po kilku wypadach do Castoramy, Juli i Leroy’a powstała widoczna poniżej konstrukcja:

No to jedziemy

Rumunię zwiedzaliśmy w naszym stylu, czyli przemieszczając się co dnia w nowe miejsce. Postanowiliśmy, że rozpoczniemy od największych atrakcji turystycznych, dostępnych dla każdego, a na koniec spróbujemy czegoś bardziej ambitnego. Jednak już drugiego dnia zmieniliśmy plany ponieważ jedna z atrakcji – kopalnia soli (Turda Salina) okazała się tak oblegana, że zamiast stać w gigantycznej kolejce postanowiliśmy odpuścić i udać się do zlokalizowanego nieopodal wąwozu Tureni. Ku mojej uciesze najkrótszą trasę z kopalni do wąwozu Google Maps wyznaczyło przez nieutwardzone i chyba rzadko uczęszczane odcinki dróg. I tak wreszcie wjechaliśmy „w teren”, a ja pierwszy raz od kupna Sportage’a w 2013 roku użyłem w nim asystenta zjazdu 🙂

Wzgórza wokół wąwozu Tureni okazały się świetną miejscówką na biwak. Stosunkowo blisko cywilizacji, zaledwie kilkaset metrów od ostatnich zabudowań postanowiliśmy więc spróbować pierwszego noclegu na dziko. Noc jednak okazała się na tyle ciężka, że poza mną nikt już nie chciał powtarzać tej atrakcji. W połowie sierpnia w rumuńskich górach pogoda jest już bowiem bardziej jesienna niż letnia i towarzyszy jej bardzo silny i przenikliwie zimny wiatr. Nie zmarzliśmy może jakoś strasznie, ale hałas targanego wiatrem namiotu powodował, że prawie nie zmrużyłem oka. Na szczęście ze wschodem słońca wróciła pogoda i humor nam się poprawił.

Transalpina i Transfogarska

Transalpina i Transfogarska to najwyżej położone i uznawane za najpiękniejsze trasy widokowe w Europie. Są to dobrze utrzymane drogi asfaltowe, jednak ze względu na stopień trudności i warunki pogodowe czynne są jedynie w miesiącach letnich od świtu do zmierzchu. Do ich pokonania nie potrzeba samochodu terenowego, ale przydaje się na pewno doświadczenie za kierownicą i obycie w wysokich górach. Duże koła i nieco większy prześwit pozwalają natomiast na zatrzymanie się w mniej przystępnych miejscach i podziwianie cudownych widoków. Nie wiedząc na ile uda nam się jeszcze zwiedzić góry drogami szutrowymi, postanowiliśmy zaliczyć obie słynne trasy. Poniżej trochę fotek na zachętę dla tych, którzy chcieliby zwiedzić Rumunię osobówką:

Strategica

Transalpina i Transfogarska zachwyciły nas widokami, ale mi wciąż jednak towarzyszył niedosyt wrażeń offroadowych. Na jednej z grup internetowych przeczytałem o starej trasie Strategica, wiodącej pomiędzy Transfogarską a drogą krajową 73A. Co istotne, kilka osób wspominało o tym, że da się ją przejechać nawet osobówką, gdyż jest to w większości droga szutrowa. Nie byłbym więc sobą gdybym nie postanowił się tam wybrać. Droga rzeczywiście na początkowym odcinku wydawała się lekka, łatwa i przyjemna. Jednak z każdą minutą stopień trudności narastał. Udało nam się pokonać budzący duże obawy odcinek wiodący przez grząską łąkę, a także sporo głębokich kolein i kamieni, które jednak z każdą minutą zaczęły przybierać formę coraz większych głazów. Od pewnego momentu nie dało się już ich przesuwać ani omijać. Po około godzinie jazdy i pokonaniu 10 km (z około 40, które ma cała trasa) zacząłem coraz częściej uderzać podwoziem o kamienie. Coraz mocniej było też czuć swąd ślizgającego się sprzęgła. Po długich rozważaniach zdecydowaliśmy w końcu, że dalsza walka nie ma sensu. Uszkodzenie miski olejowej lub awaria sprzęgła wiązałaby się z koniecznością nocowania w górach, gdzie już za dnia wiatr stawał się nie do zniesienia. Ponadto przez godzinę jazdy nie minął nas ani jeden samochód więc nie bardzo można było liczyć na ewentualną pomoc. Postanowiliśmy więc zrobić sobie obiad w miejscu, gdzie można było bezpiecznie zaparkować i po jego zjedzeniu zawrócić. Poniżej dwa zdjęcia wykonane w pobliżu miejsca, gdzie zawróciliśmy, ale wierzcie mi, nie oddają one rzeczywistej trudności tej trasy. Ostrzeżeniem natomiast może być trzecia fotka z osobówką, której kierowca chyba w przeciwieństwie do nas nie chciał odpuścić:

Zastanawiam się, czy rzeczywiście trasa ta była wcześniej przejezdna dla osobówek, czy może ktoś nie do końca wiedząc jak ona przebiega przejechał jedną w wielu jej odnóg. Na Google Maps Strategica nie jest oznaczona, a jedyną mapą, na której udało mi się ją znaleźć w całości jest Open Street Map.

Podczas przygotowywania obiadu zauważyłem, że lewa strona tylnego zawieszenia mocno „siadła” (przestrzeń pomiędzy kołem a nadkolem zmalała do około 1-2 cm.), co było zapewne efektem przegrzania się amortyzatora i utraty jego pełnej sprawności. To przekonało mnie już ostatecznie, że jednak seryjny SUV to nie samochód terenowy i tę przygodę trzeba sobie zostawić na inną okazję.

Podsumowanie

Ostatecznie nie przejechaliśmy żadnej klasycznej trasy offroadowej, ale można powiedzieć, że liznęliśmy trochę offroadowej turystyki. Przekonaliśmy się jednocześnie, że to bardzo nam odpowiadająca forma wypoczynku, i że terenówka z prawdziwego zdarzenia bardzo nam się przyda. Na poniższym filmie zobaczycie natomiast wszystkie atrakcje, które udało nam się zaliczyć, włącznie z przejechanym odcinkiem Strategici ( gdzieś od 9:30 do 12:00 min) i szutrowymi okolicami wąwozu Tureni oraz kopalni Turda.

Migawki z podróży po Rumunii